- Nie wiem, moja droga - odparła pani Stoneham, patrząc na nią bacznie znad robótki. - Twoja matka na pewno nadal cię szuka, a ty chyba nie chcesz bezpowrotnie zniknąć z tego świata? Naturalnie, będziesz u mnie zawsze mile widziana, ale musimy się również zastanowić, co dla ciebie najlepsze, jeżeli chodzi o najbliższą przyszłość. Jak wiesz, prowadzę bardzo skromne życie. Do pomocy w domu mam jedynie Bessy, poza tym niejaki Simon, syn pani Wills, przychodzi z wioski do pielęgnacji ogrodu. Nie jesteś przyzwyczajona do takiego życia.

Nowy rys, pomyślał Montoya. Do baru podeszła zdenerwowana kelnerka i wyrecytowała
– Tu Bentz. Mam ją.
– Tak się nazywa? Yolanda? – Montoya szybko notował.
Nigdzie nie widział srebrzystego chevroleta.
Nie ma czasu na ból.
zaraz jednak zmusiła się do uśmiechu i podeszła bliżej.
Nie sposób wyjść z takich opałów bez zmian na psychice. Wycofanie się i introspekcja to
go nic poza telewizorem umocowanym w rogu.
ruszył nad morze.
Nie podobało mu się to, nie ufał jej.
odnawiał przepustki. Pracownik szpitala? Na emeryturze? A może zmienił pracę? Sprzedał
– Dzwoniłem do Kristi i wszystko jej powiedziałem – ciągnął. – Zgadnij, kto oszalał z
mercedesa.
Ale Bentz był coraz bliżej.


- Pośpiesz się, Santos, błagam.

A jednak zafascynowany szedł w tamtą stronę, ku morzu. Przyglądał się jej, szukał
było warto.
wytrwałości i determinacji. Nie na darmo rzuciłam palenie.

- ...o Boże, Caitlyn, ona nie żyje. Mama nie żyje! - Głos Hannah zadrżał, przechodząc w gwałtowny, rozdzierający szloch. Caitlyn znieruchomiała za biurkiem, oderwana od pracy nad projektem. Nie szło jej najlepiej; denerwowała się przed dzisiejszym spotkaniem z prawnikiem, a na dodatek dręczyły ją niejasne myśli i sprzeczne uczucia wobec Adama. - Poczekaj. - Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. - Uspokój się. - To musi być pomyłka. Musi. Może Hannah znów brała jakieś narkotyki. Już kiedyś przedawkowała LSD, może ma halucynacje. - Mama jest w szpitalu. Pamiętasz? Ma tam doskonałą opiekę i... - I nie żyje! Nie rozumiesz? Nie żyje! Caitlyn pokręciła głową. Owszem, matka była schorowana, ale przecież leżała w szpitalu, pod dobrą opieką i właśnie dochodziła do siebie. - To nie może być prawda. - Ale jest, na miłość boską! Prawdopodobnie ktoś ją zabił. - Zaraz, zaraz, to coś nowego! - Naprawdę? Naprawdę tak myślisz? Nie widzisz, co się dzieje? - wykrzykiwała Hannah. - Wiem, że już było lepiej, jej stan się stabilizował, tak mówili lekarze, a potem... potem... Troy odebrał rano telefon ze szpitala, dzwonił lekarz dyżurny, powiedział, że mama umarła we śnie. Jak? Jak to się mogło stać? Caitlyn, oszołomiona, odchyliła się na krześle. - Nie wiem. Jesteś pewna? - Zadzwoń sama do tego cholernego szpitala, jeśli mi nie wierzysz. - Hannah znów się rozpłakała i dopiero teraz do Caitlyn dotarło, że matka naprawdę nie żyje. Poczuła wielki ciężar na sercu. Matka nie żyje? Czy to możliwe? - Była... była chora. Może po prostu odeszła. - Tak, akurat! - Hannah głośno pociągnęła nosem. - Myślę, że ktoś jej pomógł. Dlaczego nie zadziałała ta pieprzona nitrogliceryna, co? A Amanda - myślisz, że to zbieg okoliczności, że w tydzień po śmierci Josha miała wypadek? Nie, to jest celowa robota. Ktoś do nas strzela jak do kaczek, po kolei. Caitlyn zmroziło krew w żyłach. Hannah powiedziała głośno to, o czym ona sama bała się nawet myśleć. Ktoś systematycznie zabija członków ich rodziny. Ale kto? Kto chciał ich śmierci? A ty, Caitlyn? To ty masz kłopoty z pamięcią. To w twoim pokoju było pełno krwi. - Co mówią w szpitalu? - zapytała, odpychając natrętne oskarżenia. - Nie wiem. Troy ma zadzwonić do lekarza dyżurnego i do doktora Fellersa, ale myślę, że w szpitalu będą chcieli chronić własne tyłki. - Jesteś sama? - Tak, jeśli nie liczyć Lucille. - Ona też się liczy. Jak to znosi? - Już zaczęła pakować swoje rzeczy - powiedziała Hannah głosem pełnym dezaprobaty. - Co takiego? - Słyszałaś. Natychmiast kupiła bilet w jedną stronę na Florydę. Powiedziała, że nie ma powodu, dla którego miałaby tu zostać. Nie ma tu własnej rodziny. Jej córka nigdy do niej nie dzwoni i nie przyjeżdża, a teraz jeszcze odeszła mama, więc Lucille przeprowadza się do swojej siostry. - Tak szybko?

- Rozważałem ewentualne oświadczyny - przyznał Lysander, nerwowo przeczesując palcami włosy. - Starałem się obliczyć, kiedy byłbym w stanie oddać pieniądze z jej posagu. Ta kolumna pokazuje niezbędne ulepszenia, tutaj spisałem oczekiwane zyski. Ale pozostają zobowiązania - westchnął. - To beznadziejne, ciociu Heleno. Jak mogę prosić ją o rękę, kiedy tak bardzo potrzebuję tych pieniędzy? Nie będzie tym zachwycona! - Wskazał ręką kartkę.
jest ze wspomnieniami. Potrafią wytrącić człowieka z równowagi,
rację, powinni porozmawiać. Po tym, co się stało tej nocy, znalazł się w kłopotliwej

wozów.

to opowiadanie?
- Oglądam się co rano w lustrze przy goleniu, panno Tyler.
Jego słowa miło zabrzmiały i Alli zmusiła się, by nie przywiązywać do nich